Pojawiła się wreszcie długo oczekiwana kolejna wersja popularnego systemu operacyjnego firmy Microsoft. Trudno mi ją ocenić, ponieważ w ciągu ostatnich kilku lat bardzo rzadko zdarzało mi się korzystać z tego egzotycznego środowiska. Z relacji jednakowoż wynika, że jest to system niezwykle awangardowy. W szczególności jako jeden z bardzo nielicznych pojawił się na rynku zanim producenci sprzętu wprowadzili do swojej oferty urządzenia o parametrach wystarczających dla jego pełnego funkcjonowania. Prace nad nim trwały ponad pięć i pół roku (trzy lata dłużej niż planowano). Zastanówmy się, czy było warto.
Czas pokaże, czy system jest tak bezpieczny jak zapowiada to jego producent. Interfejs graficzny podobno zapiera dech w piersiach, ale naprawdę innowacyjna część jest przed użytkownikiem dobrze ukryta. Otóż Microsoft postanowił zaimplementować niezwykle zaawansowany system DRM (Digital Rights Management). W skrócie tym wyraz “prawa” odnosi się do praw dostępu do informacji, np. plików audio lubi wideo, ale również innych dokumentów. W poprzednich wersjach systemu użytkownicy mieli pełen dostęp do tego typu plików, mogli je kopiować, odtwarzać, edytować wedle uznania. Teraz, o tym co wolno właścicielowi komputera uczynić z danymi znajdującymi się w jego posiadaniu, decyduje dostawca informacji (np. dysku HD-DVD). Innymi słowy zarządzanie prawami, służy wyłącznie do ich ograniczania (oczywiście jeżeli mówimy o prawach właściciela komputera).
Metody, jak skutecznie coś takiego uczynić są niezwykle złożone. W końcu chodzi tutaj o uniemożliwienie wykonania pewnych czynności osobie, która ma nieograniczony, w tym fizyczny, dostęp do urządzenia. Microsoft stanął jednak na wysokości zadania. Poniżej przytoczę kilka nowych funkcji, które w tym celu zostały zaimplementowane:
Wyjścia, które pozwalają na przesłanie niezabezpieczonych danych wysokiej jakości nie mogą być użyte do odtwarzania chronionych treści. Przestanie np. funkcjonować wyjście S/PDIF (optyczne wyjście audio). Załóżmy, że kupiliście wymarzoną płytę SACD, z dajmy na to pierwszym koncertem fortepianowym Czajkowskiego i chcecie jej odsłuchać przez wasz super drogi wzmacniacz S/PDIF. Nie uda się to, ponieważ połączenie pomiędzy komputerem a wzmacniaczem nie jest bezpieczne (moglibyście, o zgrozo, nagrać sygnał przez nie przesyłany). To samo dotyczy wyjścia composite video (YPbBr), praktycznie wszystkich obecnie oferowanych kart graficznych, oraz kart muzycznych z własnym sprzętowym mikserem ASIO.
Lubicie rozmawiać przez Skype? Tego typu programy stosują zaawansowane metody wyciszania echa. Dzięki temu można używać mikrofonu i normalnych głośników oraz zapewnić, że rozmówca z drugiej strony łącza nie będzie słyszał swojego głosu, ani innych dźwięków wydobywających się z naszych głośników. Niestety, programy wyciszające pogłos muszą wiedzieć co konkretnie jest w danej chwili odtwarzane przez głośniki i mogłyby tę wiedzę wykorzystać do przechwycenia odtwarzanej muzyki. Ale twórcy Visty o tym też pomyśleli. Podsłuchać będzie można co najwyżej zniekształconą i zaszumioną wersję muzyki, jak to wpłynie na jakość usuwania echa wyjaśniać nie trzeba.
No dobrze, a co ze sprzętem, który nie jest zgodny z systemem zabezpieczeń? Nic straconego. Vista odtworzy film na każdym urządzeniu, ale będzie on miał obniżoną jakość. Microsoft używa tutaj sformułowania “slightly fuzzy”. Na szczęście ograniczenie to dotyczy tylko urządzeń wyświetlających ponad 520k pikseli. W ten sposób Windows Vista jest pierwszym systemem operacyjnym w historii mającym kod błędu pojawiający się, gdy rozdzielczość ekranu jest zbyt wysoka (STATUS_GRAPHICS_OPM_RESOLUTION_TOO_HIGH). Nie jest do końca jasne, czy ograniczenie jakości dotyczy całego wyświetlanego obrazu, czy jedynie okienka z filmem.
Panie Kowalski, ten zamazany obszar na pańskim prześwietleniu oznacza jedną z dwóch rzeczy. Albo ma Pan ciężką gruźlicę, albo system zabezpieczeń w naszym komputerze uznał, że część Pańskiego lewego płuca wygląda jak Myszka Miki.
Kolejny problem, który musieli rozwiązać projektanci był jeszcze bardziej złożony. Jak mianowicie zagwarantować, że sprzęt zainstalowany w komputerze jest oryginalny. Przecież wredny haker mógłby zainstalować własną wersję karty graficznej, która zamiast kierować obraz na monitor, zapisywałaby go na dysku twardym. Vista 30 razy (słownie: trzydzieści) na sekundę sprawdza, czy konfiguracja sprzętu i klucze szyfrowania się nie zmieniły. Dodatkowo co jakiś czas testuje, czy urządzenie jest oryginalne wykonując na nim jakąś złożoną operację i sprawdzając, czy wynik jest dokładnie zgodny z przewidywaniami. Oznacza to, że możemy pożegnać się z otwartością specyfikacji urządzeń. Ponadto sprzęt musi być wyposażony w dodatkową flagę “tilt bit”, która miałaby być podnoszona w przypadku jakiegoś nietypowego zdarzenia (np. skoku napięcia zasilającego). Wtedy natychmiast resetowany jest podsystem odtwarzania, obniżana jakość lub zatrzymuje się projekcję w oczekiwaniu na opuszczenie tej flagi. W ten sposób Vista jest pierwszym systemem operacyjnym, który zamiast starać się działać mimo drobnych błędów sprzętu, eskaluje je dalej. Ponadto każde urządzenie ma zestaw kluczy, które, jeżeli okaże się, że nie są spełnione wymogi bezpieczeństwa (albo jego producent nie odnowił licencji), mogą zostać odwołane. Czy to nie piękny bat na producentów sprzętu? Wyobraźcie sobie miny użytkowników odkrywających, że ich sprzęt z dnia na dzień przestał działać.
Ostatnia innowacja, o której zamierzam wspomnieć, to wszechobecne w Viście szyfrowanie. Dane przesyłane wewnątrz naszego komputera mógłby ktoś (czyli my) podsłuchać. Powoduje to dodatkowe obciążenie procesora. Programiści Microsoft zadbali nawet o to, żeby zapisywane na dysku (swapowane) strony pamięci, które zawierają chronione treści były szyfrowane (oczywiście nie dotyczy to przechowywanych w pamięci haseł, PINów i innych osobistych informacji).
Podsumowując Microsoft zainwestował olbrzymi wysiłek, żeby zabezpieczyć komputery przed użytkownikami. Podnosi to koszt produkcji sprzętu, ogranicza możliwości i oczywiście naraża stabilność działania systemu, która tradycyjnie jest mocną stroną produktów MS. Wszystko to odbywa się pod dyktando producentów treści multimedialnych. Chodzi wszak o to, żeby wreszcie kopiowanie filmów i muzyki stało się niemożliwe. Tym razem jednak wydaje się, że paranoiczne zapędy doprowadziły do sytuacji, że również skuteczne odtworzenie legalnie kupionego produktu graniczy z cudem. Na szczęście już pojawiają się metody omijania tych zabezpieczeń, więc najprawdopodobniej za rok będziemy się z tej historii śmiać, tak samo jak dziś śmiejemy się z zabezpieczeń stosowanych w płytach DVD. Szkoda tylko, że koszty walki koncernów z użytkownikami ponoszą wyłącznie użytkownicy.
Ten tekst jest próbą przetłumaczenia i syntezy informacji zawartych w dokumencie “A Cost Analysis of Window Vista Content Protection” autorstwa Piotra Gutmanna.