Właśnie przeczytałem o historii Henryka V ostatniego z dynastii Burbonów. Jest to człowiek, który wykazał się niezłomnością w sytuacji dla nas pewnie absurdalnej, ale mimo to niezwykle ważnej. Henryk V (właśc. Henryk hrabia Chambord) był ostatnim prawowitym następcą tronu Francji. W 1873 po upadku II Cesarstwa zdominowana przez monarchistów legislatura zaproponowała mu objęcie tronu i restytucję monarchii. Jedynym nierozstrzygniętym problemem była flaga nowego państwa. Stronnictwo większościowe za żadne skarby nie chciało zrezygnować z trzech barw rewolucji, Henryk V, natomiast, nie godził się na nic innego niż biały sztandar z liliami Burbonów. Nie zadowoliły go kompromisy, flaga podzielona na pół, albo lilia na białym polu tricolore. Niezłomnie trwał przy sztandarze ojców nie chcąc panować pod barwami rewolucji, która zgładziła jego przodków.
Dla nas przyzwyczajonych do polityki pełnej kłamstw i pozbawionej zasad moralnych taki upór jest zupełnie nieracjonalny. Człowiek odrzucił proponowaną mu władzą z powodu koloru flagi. Podniosą się argumenty, że barwa nie ma znaczenia, przecież władzę można wykorzystać w dobrym celu. W tym wypadku mało kto ma wątpliwości, że przywrócenie monarchii było właściwym posunięciem. Postawmy się jednak w sytuacji hrabiego Chambord. Tron, który był własnością jego przodków, został im przemocą, w barbarzyński sposób odebrany. Tłuszcza, która tego dokonała, splamiła się straszliwymi zbrodniami. Teraz jej legalni następcy uświadomiwszy sobie ogrom błędu pragną powrotu prawowitego władcy. Ale władza królewska będzie rezultatem głosowania w parlamencie. To uczyniłoby króla zakładnikiem poddanych, podczas gdy jego władza jest dana od Boga. Symbolem tego sporu była walka o sztandar. Ostatecznie Henryk V okazał się niedostosowanym do nowoczesnej gry politycznej dziwakiem, a Francja pozostała republiką, ale pozostał wierny swojemu sumieniu i w imię doraźnych korzyści nie splamił imienia ojców.
Dzisiaj nikt już tak nie rozumuje. Wprawdzie wszyscy trąbią o zasadach, ale stosuję je wyłącznie, kiedy jest to wygodne. Prof. Geremek w imię praw człowieka odmówił złożenia oświadczenia lustracyjnego. Tym samym podważył zapisaną w konstytucji (której nota bene był współautorem), wielokrotnie przywoływaną przez siebie ideę “d***kratycznego państwa prawa”. Ustawę lustracyjną uchwalił demokratycznie wybrany Sejm. Stanowi ona prawo. Należy się więc do niego stosować i basta. Ale zasady okazały się niewygodne, nie można ich wykorzystać do pouczania innych, a na dodatek tym razem złożenie fałszywego oświadczenia jest znacznie bardziej ryzykowne. Idea „państwa prawa” niech czeka na lepsze czasy, a na razie w imię d***kracji i walki z faszyzmem trzeba napsuć krwi legalnemu rządowi, a przy okazji ratować skórę.
Że politycy to szuje, wiadomo nie od dziś. Ale weźmy zwykłych ludzi. Ile razy się słyszy, że „prawda leży po środku”, albo że poglądy innych należy szanować. Bzdura. Prawda leży tam, gdzie leży, a szanować należy ludzi, a nie bzdury, które zdarza im się wygłosić. Od statystycznego katolika można usłyszeć, że katolicyzm i protestantyzm są równie dobre, że muzułmanie wierzą w tego samego Boga co my. To dlaczego jesteśmy i nazywamy się katolikami? Przecież wiara w jeden dogmat, wyklucza możliwość przyjęcia jego zaprzeczenia. Aut, aut.
Ojciec Święty powiedział, że Prawda nas wyzwoli. Szukajmy więc Prawdy, zamiast poddawać się rządom Liczby. Niezależnie od wyników głosowania zło nie stanie się dobrem, ani dobro złem.