Feed on
Posts
Comments

Lekcja historii

69 lat temu na tłamszoną Piłsudczykowską dyktaturą Polskę napadły okupowane przez barbarzyński lud pochodzący z Nazji miłujące pokój Niemcy. Mimo usilnych prób zachowania pokoju czynionych przez sprzymierzone z awanturniczą Polską mocarstwa, nie udało się powstrzymać wybuchu wielkiej wojny. Część kraju na szczęście została uratowana od okupacji nazistowskiej przez Naród Radziecki i zaświeciło tam słońce powszechnej szczęśliwości (przyćmione jedynie przez cztery lata Wojny Ojczyźnianej).

W podbitej części kraju Polacy wyjątkowo dobrze ułożyli sobie stosunki z Nazistami przewyższając ich okrucieństwie. Okupacja została wykorzystana, aby dokonać rozrachunku z mniejszościami od wieków zamieszujących tereny, do których prawo rościli sobie polscy watażkowie. W tym celu powstała sieć obozów koncentracyjnych, których zginęło wg ostrożnych i bez wątpienia zaniżonych szacunków co najmniej 6mln Żydów. Do największych i najbardziej znanych należą Oświęcim (dla niepoznaki przemianowany na Auschwitz), Treblinka i Majdanek. Przemysłowe mordowanie ludzi mimo jawnej niechęci Niemców rozpowszechniło się w całej Polsce. Macki polskich barbarzyńców sięgały nawet poza granice. Powstawały niewielkie filie obozów koncentracyjnych w Niemczech (np. Dachau, Gross Rosen).

Nie lepiej było na terenach wyzwolonych przez Związek Rad. Tam zawziętość Polaków była posunięta do tego stopnia, że oficerowie reakcyjnego Wojska Polskiego popełnili zbiorowe samobójstwo strzelając sobie w tył głowy, aby w ten sposób oczernić kraj, który ich przygarnął i mimo hańbiącej i przestępczej przeszłości zapewnił komfortowe warunki w obozie jenieckim.

O Polskich zbrodniach na uciskanej od wieków mniejszości ukraińskiej i związanych z nimi barbarzyństwach w latach ‘43-’44 na Wołyniu, aż wstyd wspominać.

Jeżeli ktoś chce zaprotestować przeciwko temu, co napisałem, niech się spieszy. Nowe podręczniki już się szykują.

Zboczona historia kina

Czyli sztuka w sensie materializmu (dialektycznego).

Trudno jest polemizować z ponad dwugodzinnym, doskonale przemyślanym wykładem, jeżeli słyszało się go tylko raz. Trudno również polemizować z wielkim autorytetem, nie mając nadziei na odpowiedź. Jednak w odróżnieniu od wykładu, który podlega regułom i formom wyłącznie naukowym, film (nawet dokumentalny) jest rodzajem sztuki, a ta w swoim podstawowym zamyśle ma nie tylko przekazywać idee, ale również wywoływać uczucia. Zatem zamiast podejmować formalną dyskusję, do której i tak nie jestem zdolny, spróbuję streścić wrażenia wyniesione z projekcji.

Żiżek w swoim dziele podnosi trzy kwestie fundamentalne dla każdego gatunku sztuki, ale szczególnie z racji techniki istotne dla przedstawień kinowych. Pierwsza część tryptyku opowiada o bytach i ich przedstawieniu w kinie, dwie kolejne skupiają się na rozważaniach o dualizmie fantazji rozumianej jako projekcja ukrytych ludzkich pragnień oraz postrzeganej, albo kreowanej przez umysł rzeczywistości. Oczywiście rozważania te byłyby czcze, gdyby nie doskonale dobrany zestaw przykładów. Tutaj należy podkreślić dwuznaczność doskonałości doboru dokonanego przez autora. Nie da się ukryć, że sceny którymi się posłużył, wyryte są niezwykle głęboko w pamięci większości miłośników kina. Jednakże są to również przykłady misternie dobrane, aby potwierdzić stawiane tezy.

Tu należy postawić pytanie o ogólne przesłanie całego dzieła. Nigdy nie pada ono wprost. Żiżek unika generalizacji, nie stawia konkretnych postulatów, bo oczywiście nie da się takowych sformułować. Ukazując podobne do siebie przykłady nęci jednak widzów pokusą łatwej generalizacji. Trudno dyskutować o proponowanych przez filozofa interpretacjach kolejnych filmowych scen. Najprawdopodobniej widz uśmiechnie się słysząc, że Hitchcockowskie ptaki są projekcją agresji matki zazdrosnej o nową narzeczoną syna, doceni analogię pomiędzy trzema piętrami domu, gdzie dzieje się akcja “Psychozy”, a proponowanymi przez Freuda trzema składowymi ludzkiego umysłu i ochoczo przytaknie analizie żądzy w “Vertigo”. Można zaryzykować stwierdzenie, że z perspektywy taktycznej batalia o umysły widzów jest znakomicie przygotowana. Na czym jednak polega strategia autora? W jaki sposób Żiżek chce wytłumaczyć sens sztuki filmowej?

Niestety pod tym względem film rozczarowuje. Narrator pozostaje wierny swoim marksistowskim korzeniom i popełnia błąd Freuda. Mianowicie zapomina o metafizycznym aspekcie sztuki i samego człowieczeństwa. Tak jak nie można tłumaczyć ludzkich zachowań w sposób mechanistyczny, ograniczając się z jednej strony popędami i instynktami id, z drugiej zaś nieracjonalnym szaleństwem wysublimowanego superego, tak samo nie można tłumaczyć sztuki w oderwaniu od pragnienia doskonałości i piękna, które jest jedną z podstawowych cnot człowieka. Żiżek objaśnia kolejne przykłady poprzez Freudowskie analogie. Nie do końca wiadomo, czy przeprowadza psychoanalizę fikcyjnych bohaterów, scenarzysty, reżysera, czy może całego kolektywu, którego praca składa się na powstanie filmu. Można jednak założyć, że film jest w swoim zamyśle zazwyczaj dziełem jednego człowieka, jego próbą pokazania nowej interpretacji rzeczywistości, przekazania istotnych idei, wreszcie wywołania u widza konkretnych uczuć, swoistą uwerturą emocji. Czy można więc go rozpatrywać jako dzieło skażone Freudowskim id? Oczywiście natychmiast odezwą się głosy, że filmy są pełne, oględnie mówiąc, najniższego rodzaju uczuć i doznań. Ale, czy są to rzeczywiste odbicia, czy może raczej autorów o id wyobrażenia? Godzi się jeszcze wspomnieć o w pewnym sensie naiwnym traktowaniu przez Żiżka szeroko pojętej religijności. Czyżby nadal religia była wyłącznie opium dla ludu? Nawet Pascal w swoim hazardzie miał więcej przyzwoitości. Niezależnie od przekonań trzeba traktować sferę przeżyć metafizycznych jako część ludzkiej natury. Dążenie do Boga nie jest wyparciem, zastępstwem niezaspokojonych popędów. To naturalne pragnienie człowieka.

Żiżek w swoim dziele znakomicie dokonał rzeczy arcytrudnej. Przez dwie i pół godziny udaje mu się utrzymać uwagę widza prezentując anegdotyczną serię filmowych scen i okraszając ją celnymi komentarzami. Cały film przypomina przejażdżkę kolejką górską, po której pozostaje pamięć kilku najciekawszych momentów i ogólne przeświadczenie, że było warto. Niemniej jednak wizja kina, przy której konsekwentnie się upiera, jest równie mroczna, jak postulowany przez Freuda obraz człowieczeństwa. Do widza należy rozstrzygnięcie, czy godzi się tak tę sztukę trywializować. Dla najwytrwalszych jest również możliwość dokonania psychoanalizy autora według nakreślonego tym dziełem modelu.

Do przyjaciół meneli

List otwarty

Drodzy przyjaciele PT menele spod wszelkiego rodzaju budek,

Nasza Ojczyzna jest znowu w potrzebie. Nieodżałowany Sejm V kadencji postanowił o swoim rozwiązaniu, oddając w ten sposób losy Rzeczypospolitej w ręce Wasze i reszty narodu. Jesteście tym samym ostatnią instancją potencjalnych sanatorów i od Was oraz Waszej roztropności zależy przyszłość Naszego Kraju. Proszę Was zatem, abyście przebierając w naszykowanych dla Was stosach wyborczych kiełbas i wszelakich podrobów mieli na względzie następujące kwestie.

Po pierwsze - Te smakowite choć czasem opracowaną w słynnych zakładach wędliniarskich metodą odświeżane kiełbasy są wprawdzie dziełem pragnących przychylić Wam nieba mężów stanu, ale równocześnie stanowią ofiarę Waszych ciężko pracujących współobywateli. Wielce chwalebne jest wyzyskiwanie wszelkiej maści przebrzydłych przedsiębiorców i zarabiających ponad średnią krajową bogaczy. Ale pamiętajcie, na Boga, że kury bez słowa protestu znoszącej złote jaja zarzynać się nie godzi. Nadmierna konsumpcja kiełbasy może spowodować, że po obdzieleniu naszych przywódców zabraknie jej nie tylko dla ciężko pracujących na wasze utrzymanie, ale również dla Was.

Po drugie - Nie dajcie się zwieść obiecującym zaostrzenie prawa. Czy kara kiedykolwiek, kogokolwiek nauczyła? Wielu z Was zapewne z doświadczenia własnego, rodziny lub znajomych wie, że nasze więzienia są skandalicznie mało komfortowe. Po co więc spędzać tam więcej czasu niż jest to konieczne? Nie zapominajcie też, że kara uwłacza Waszej Godności, która jest jak wiadomo wartością najcenniejszą. Obrońcy życia twierdzą, że jest ono ważniejsze od Godności. Obrońcy tak zwanej moralności, chcą narzucić sztywne przestarzałe normy ograniczające wolność do Samorealizacji. Nie dajcie się im oszukać. Brońcie godności przestępców i mniejszości seksualnych. Pamiętajcie za kilka lat wasze dziecko może chcieć poślubić kozę. Dzisiejsza błędna decyzja może to przekreślić.

Po trzecie - Niektórzy, najgroźniejsi dla naszej miłej Ojczyzny “politycy” próbują Was mamić bzdurami o niepodległości tego kraju. Niepodległość już się przeżyła. Gdybyście znaleźli się wraz z nieliczną grupą ludzi na bezludnej wyspie, najgorszym rozwiązaniem byłoby, gdyby każdy robił sobie co chce. Grupa powinna działać zgodnie, niepokornym cwaniakom pokazać ich miejsce i od czasu do czasu kopnąć w tyłek. W Wielkiej i Zjednoczonej Europie tak właśnie będzie. Nasz potężny Naród będzie mógł razem w innymi od czasu do czasu kopnąć inny krnąbrny kraik. Pozwolić też się czasem kopnąć to mała cena za tak wielki honor.

Pamiętajcie! Jest Was znacznie więcej niż profesorów, lekarzy, czy przedsiębiorców, los Rzeczypospolitej i jej wspaniałej Demokracji jest w Waszych rękach.

Salomon potrzebny od zaraz

Zapadł wyrok w sprawie Alicji Tysiąc. Państwo polskie (tzn. aktualnie okupująca Polskę III/IV RP) wypłaci powódce odszkodowanie za uniemożliwienie jej morderstwa dziecka. Wszystko w imię tzw. “praw człowieka”. Kiedyś rzeczone prawa były w mniejszym poszanowaniu i król Salomon w swojej roztropności mógł nakazać sprawiedliwe rozcięcie noworodka na pół. Może tutaj też wypłata odszkodowania powinna zostać uzależniona od zabicia (znaczy eutanowania) dziecka. Wtedy przekonalibyśmy się, czy pani Alicja zasługuje na bycie matką. Obawiam się jednak, że tym razem mogłoby zabraknąć miłości macierzyńskiej i przede wszystkim wstydu.

17 września

Wszyscy pamiętają, co wydarzyło się 1 września 39. roku. Pięć lat straszliwej wojny i 45 komunistycznej gehenny prędko nie zostanie zapomniane. 17 września pozostaje w cieniu wydarzeń które poprzedziły go o dwa tygodnie. Ponadto komunistyczna okupacja nigdy nie pozwoliła uporać się ze wspomnieniami tego okresu. Ta część naszej historii zawsze była przeinaczana, a zbrodnie zamiatane pod dywan.
Teraz pamięć o nich wraca. Oczywiście w formie wygładzonej i nieoddającej ich bez mała surrealistycznego koszmaru. Niemniej jednak tragedie żołnierzy i oficerów, polskiej inteligencji i innych grup społecznych są niczym wobec faktu, że Polacy zamieszkujący połowę obszaru naszego kraju zniknęli. Teraz w każdym polskim mieście po wschodniej stronie granicy można znaleźć pomnik upamiętniający Великою Отечественою Войну, która, jak wiadomo, rozpoczęła się w 1941 roku. Dzisiejszy Polak traktuje to jako element lokalnego folkloru. Ale on przyjedzie, popatrzy, zrobi sobie zdjęcie i wróci do domu. Ukraińcom i Białorusinom ten fałsz też nie przeszkadza. Tylko duchy skrzywdzonych domagają się sprawiedliwości.

Mała Kawa

Ten wpis powinien był się pojawić już dawno temu, ale okres wakacyjny widać słabo motywuje do pisania. Będzie bardzo krótko, bo chcę się jedynie pochwalić nowym nabytkiem. Otóż znowu zacząłem zaczynać dzień od Kawy, ale nie jest to gorący czarny napój, a środek lokomocji - Kawasaki EL 250.

Jazda motocyklem zasadniczo różni się od poruszania się samochodem. Jest dużo mniej wygodnie, głośno, przeszkadza pęd powietrza, ale uczucie wolności, które daje, trudno zastąpić1. Motocykl w przeciwieństwie do samochodu wymaga równowagi i subtelności, oraz aktywnego prowadzenia. Skończyło się więc przysypianie na długich prostych, albo w korku. Nota bene korki również stały się zupełnie innym zjawiskiem. Tam, gdzie z perspektywy kierowcy “puszki” nie da się wcisnąć igły, motor prześlizguje się bez większych problemów2.

  1. Oczywiście galop po plaży jest jeszcze przyjemniejszy, ale trudno jest go mieć w drodze do pracy[w górę]
  2. Chyba że pojawi się jakiś zazdrośnik, który zamiast odrobinkę zjechać na bok, celowo zjeżdża na środek drogi, aby “dawca” za szybko nie dotarł do celu[w górę]

Martyrologia narodowa

Nie ma na świecie państwa, w którym nie wspominanoby ważnych wydarzeń z jego historii. Są dni niepodległości, rocznice ważnych ustaw, zwycięstw, rewolucji, narodzin lub śmierci. Nawet najmniejszy, napośledniejszy kraik znajdzie sobie jakieś prehistoryczne zwycięstwo, wokół którego buduje się legendy. A u nas? U nas wspomina się powstania, ale tylko te przegrane, ludobójstwo, ale dokonane na nas, nawet Dzień Niepodległości taki trochę wybrakowany1. A przecież mamy też i epizody bardziej radosne. Jeśli dobrze poszukać, to nawet można znaleźć powstanie uwieńczone sukcesem. Skąd więc taki pociąg do wspominania porażek. W dzisiejszym dniu co najwyżej tygodnik “NIE” mógłby wysunąć taką tezę, ale kiedy indziej często można przeczytać, że jesteśmy narodem nieudaczników, że poszukujemy uzasadnienia dla naszych klęsk, wreszcie, że rozpamiętując, kto, kiedy i jak nas skrzywdził, nie jesteśmy w stanie osiągnąć żadnego sukcesu. Ja jednak mam zupełnie inną teorię.

Naszą narodową cechą jest awersja do pragmatyzmu. Konsekwencja, zimna kalkulacja, albo wybór mniejszego zła do nas po prostu nie pasują. Znacznie wyżej cenimy odwagę, heroiczne poświęcenie, wiarę w niemożliwe i bezwarunkową wierność ojczyźnie. Rozpamiętując nieudane powstania, albo morderstwa dokonane na naszych żołnierzach, nie fetujemy ich przywódców. Oni odnieśli porażkę. Ale nasz zachwyt wzbudza postawa tych, którzy przelali swoją krew. Oni są tym więksi, im bardziej beznadziejny był bój, w który szli, im bardziej bestialscy byli ich oprawcy, którym nie dali się złamać.

Mówi się, że wychowani na klęskach jesteśmy niezdolni do sukcesu. Ale dla nas porażki nigdy nie oznaczały końca walki. Przegrywaliśmy bitwy, ale zawsze walkę rozpoczynaliśmy na nowo. Czy uczciwy człowiek, może nie mieć poczucia winy, że inni oddali życie w walce o jego wolność? Wiadomo, że tego długu nie da się spłacić w całości. Zazwyczaj brakuje odwagi, możliwości. Każdy jednak może działać na miarę swoich sił. Po romantycznych płomieniu przychodzą pozytywiści i żmudną pracą odrabiają zobowiązanie.

Mówi się też, że kwiat narodu od zawsze ginie w bezsensownych zrywach, zanim dobrze się rozwinie. Ale taki jest los kwiatów, wszystkie muszą zwiędnąć, a te najpiękniejsze trwają najkrócej. Tym bardziej nie wolno o nich zapomnieć.

  1. Świętujemy dzień, kiedy Rada Regencyjna przekazała władzę Józefowi Piłsudskiemu, który został Naczelnikiem Państwa, czyli koniec monarchii de iure i początek dyktatury de facto[w górę]

Państwo, firma, folwark

Tydzień temu wydarzyła się rzecz straszna. Wprawdzie wypadki samochodowe są rzeczą powszechną, ale rzadko kiedy rozbija się autokar pełen ludzi. Nieczęsto się zdarza, że w tak brutalny sposób uświadamiamy sobie, że świat wcale nie jest tak bezpieczny, jak tego byśmy chcieli. Kilka dni wcześniej trąba powietrzna na Śląsku poczyniła ogromne zniszczenia. Można napisać wiele o gotowości naszych władz na te tragedie, oceniać ich reakcje. Można krytykować, że rząd niewystarczająco szybko ogłosił “żałobę narodową”, albo twierdzić, że tego typu działania są bez sensu. Rozważmy jednak, jak mogłoby to wyglądać bez ingerencji państwa.

W przypadku wichury sprawa jest prosta. Ubezpieczeni dostają odszkodowanie. Nieubezpieczeni są zdani na organizacje charytatywne, ale można sobie wyobrazić, że firmy ubezpieczeniowe w ramach promocji swoich usług będą wypłacać odszkodowania pod warunkiem ubezpieczenia się na okres min. pięciu lat. Każda będzie też walczyła o miano najsolidniejszej i najbardziej hojnej. Wypadek autokaru jest straszliwym ciosem w reputację biura podróży. Zatem w jego interesie jest zapewnić możliwie dobrą opiekę ofiarom i ich rodzinom. Zazwyczaj tego typu koszty zostaną pokryte z ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, ale rzecz jasna firma też jest gotowa dopłacić, aby nie stracić pozycji na rynku.

Co się dzieje u nas? PZU na prośbę rządu wypłaca odszkodowania ludziom nieubezpieczonym. Pokazując ludziom, że można dostać pieniądze bez ubezpieczania się, psuje rynek i działa na swoją niekorzyść. Uściślając prezes PZU popełnia przestępstwo działając na niekorzyść akcjonariuszy. Niestety akcjonariuszem większościowym jest skarb państwa, który również jest właścicielem aparatu sprawiedliwości. W przypadku rozbitego autokaru państwo również jest gotowe wypłacić odszkodowania. Namiastka “Air Force One” lata w tę i z powrotem. Kierowcy i kandydaci na kierowców zostaną ukarani kolejnymi utrudnieniami w zdobywaniu i utrzymaniu uprawnień. Wszystko po to, żeby ludzie, zamiast samemu troszczyć się o własny interes, myśleli, że państwo się nimi opiekuje. W rzeczywistości demokratycznie wybrani politycy dbają jedynie o zapewnienie sobie głosów w kolejnych wyborach. W tym celu aparat władzy i majątek (nawet ten częściowo prywatny) jest wykorzystywany do realizacji doraźnych celów politycznych. “I kto za to płaci?…”

Na koniec jeszcze uwaga. Jeżeli ktoś sądzi, że w przypadku wielkich katastrof tego typu działania są uzasadnione, niech odpowie na pytanie, jak pogodzić to z równością obywateli wobec prawa. Czym różni się 26 rodzin osieroconych w wyniku katastrofy autokaru od setek innych, które najbliższych straciły w indywidualnych i niewystarczająco dla mediów widowiskowych wypadkach samochodowych.

Fantasy

Jakieś czytadło Salvatore, w tle Wishmaster. Tandeta i kicz, ale coś sprawia, że te clichés są atrakcyjne. Czarno-biali bohaterowie, honor, przygoda, magia, czy przypadkiem nie są to rzeczy utożsamiane wyłącznie z opowieściami z dawnych czasów? Nasz świat to świat kompromisu, dyplomacji, polityki, wyścigu szczurów przeciwstawionego marazmowi nudnej pracy (albo jej braku). Nawet wiara straciła swój blask i mistycyzm. W miejsce Rolanda i rycerzy okrągłego stołu - Rambo, zamiast Tristana i Izoldy - “Moda na Sukces”.

Czy nasza cywilizacja w imię postępu odrzuciła już wszystkie wartości? A może tak było zawsze i tylko garstce Don Kiszotów brakowało niemożliwego.

Święto?

Chciałem napisać co myślę o dzisiejszym tzw. “święcie pracy”, ale ktoś zrobił to znacznie lepiej:

http://www.prawy.pl/?dz=felietony&id=26371

Wszystkim, którzy wywiesili dzisiaj flagę, życzę chwili refleksji.

« Poprzednia - Następna »