Merdia1 od kilku dni ogłupiały2 widzów katastrofą, jaka miała wydarzyć się w Brukseli, jeżeli znajdzie się tam Prezydent III/IV RP. Naczelny entomolog kraju roztoczył wizję wygarniturowanych panów wyrywających sobie krzesła. O godzinie 15-stej cały naród zamarł przed telewizorami, żeby zobaczyć, który członek polskiej delegacji wysiądzie z limuzyny z dziurą w klapie po wyrwanym znaczku3. I nagle okazało się, że Pan Prezydent umie wynająć sobie samolot, trafić w odpowiednie miejsce w stolicy obcego kraju i dostać stosowny emblemat. Ba, potrafi się nawet przywitać ze wszystkimi, włącznie z nienawistnym Donaldem i nie wyjść na gbura wśród innych przywódców. Co więcej, niektóre delegacje liczą sobie czterech członków, więc nasza bez nieoczekiwanego wsparcia mogłaby wypaść dość skromnie.
Zatem wszystko dobrze się skończyło. Niepotrzebne były oksfordzkie wygłupy z klękaniem, zwalnianie i wysyłanie na chorobowe pilotów, płacenie postojowego na brukselskim lotnisku, ani chamskie gesty.
Panie Prezydencie, gratuluję Panu niezłomnej woli i spokoju, którymi się Pan wykazał.
Panie Premierze, cieszę się niezmiernie, że poleciał Pan do Brukseli. Szkoda, że nie dalej. Nie potrzebuję Pana w Polsce. Proszę Pana na kolanach, niech Pan leci do Peru…
Tak, wiem, prosić to ja sobie mogę.
Ja można tak złorzeczyć na chodzącą dobroć, nasze uśmiechnięte stale słoneczko, naszego Premiera Donalda. Przecież to człowiek miękki i elastyczny jak niegdysiejsza guma do żucia pt. Kaczor Donald. A dodatkowo, co tydzień tak skutecznie kopie piłkę a tylko raz próbował Pana prezydenta i nie wyszło. Biedny miał pecha. Czy to powód do takich złośliwości? Panie Redaktorze, trochę litości!
Pawle,
Dzieki za najswiezsze wiadomosci z kraju. Czytanie Onet’u nie jest juz takie emocjonujace
Pozdrawiam Cie
mimo wszystko, w kwestii prezentowania się zdecydowanie preferuję naszego premiera.